sobota, 19 sierpnia 2017

Dolina Pięknej Pani (Szépasszony, Eger, Węgry)

Dolina Pięknej Pani to miejsce, którego nie może przegapić żaden ze smakoszy wina. W miejscu tym mieści się kilkanaście winnic z węgierskimi specjałami. Dolina Pięknej Pani zrobiła na nas oszałamiające wrażenie. Nazwa miejsca związana jest z którąś z legend, a jest ich sporo. Wersja pierwsza (przez nas poznana): pewien właściciel winnicy produkował tak niedobre wino, że groziło mu bankructwo, więc wpadł na pomysł, by zatrudnić piękną kobietę do sprzedaży trunku, tak aby swoim urokiem przyciągała rzesze ludzi. Wersja druga (poznana i uznana przez nas za prawdziwą): po wypiciu odpowiedniej ilości win węgierskich w drodze powrotnej każda kobieta wydaje się nam być pięknością :) Miejsce bardzo klimatyczne, wyjątkowe, można poczuć się jak u siebie w domu. Oczywiście nieopodal są miejsca, gdzie można dobrze zjeść, ale o tym napiszę w innym wątku. Większość win jest wytrawnych, potem słodkich lub półsłodkich. Półwytrawne znaleźliśmy tylko jedno. Naszą uwagę przyciągnął wytrawny (czerwony) Kékfrankos, wytrawny (biały) Egri Csillag i półwytrawny (różowy) Kékfrankos. Win jest tu co niemiara, każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie. Ceny także przyprawią Was o zawrót głowy, w tym pozytywnym sensie :) Polecam wyjście do doliny na spokojnie tak, aby było trochę wolnego czasu i najlepiej z plecakiem, bo oczywiście oprócz degustacji większość osób jest zainteresowana kupnem win. 













A tak wznosiłam toasty za Wasze zdrowie! :)




A tu już u nas na placu, nieopodal naszej kwatery:


piątek, 18 sierpnia 2017

Restauracja Excalibur w Egerze (Węgry)

Wyjątkowa restauracja w Egerze na Węgrzech nieopodal basenów termalnych, usytuowana w parku. Miejsce wybrane przez mojego tatę na długo przed planowanym wyjazdem na długi weekend sierpniowy. Nazwa Excalibur (miecz Króla Artura) zobowiązuje toteż restauracja stylizowana jest na średniowieczną. Można w niej odnaleźć miecz, zbroje, ciemne rycerskie pomieszczenia. Nawet kubki i talerze nie są tutaj zwyczajne. Kelnerzy również chodzą w specjalnych strojach z epoki. Menu zawiera dania, których nazwy oraz opis nawiązują do czasów Króla Artura. Karta dań dostępna jest w węgierskiej i angielskiej wersji językowej. Być może są jeszcze inne, ale polskiej nie uświadczycie. Restauracja robi olbrzymie wrażenie. To bardzo klimatyczne miejsce z doskonałym jedzeniem. Zamówione dania zdecydowanie przerosły nasze oczekiwania.




Zamówiliśmy z tego, co widzę i zdołałam zapamiętać (bo ciekawych miejsc było kilka, ale o tym w kolejnych postach!): szaszłyka (drób, dziczyzna, wieprzowina, kiełbasa, cebula), chrupiącą kaczkę, polędwiczki oraz gulasz z jelenia w winnym sosie z grzybami. Na uwagę zasługują też pyszne chipsy ziemniaczane... Bynajmniej nie te z paczki! :) Zobaczcie jak duże były porcje i w jak niesamowity sposób potrawy zostały podane. Istne szaleństwo! Polecam każdemu!






Bo liczą się detale...

Cóż, nie podołałam, ale to było po termach jeszcze przed obiadem :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Ogórki kiszone na zimę

Kolejny post związany z przetworami mojej babci. To od niej dostałam przepis na ogórki, których nie mogę kupić w żadnym sklepie. Niepowtarzalny smak :) Jestem ciekawa czy wyjdą mi równie dobre.

Składniki na ogórki kiszone na zimę (1 słoik):


  • około 6 ogórków
  • gałązka lub dwie kopru (w zależności od jej wielkości)
  • chrzan około 3 cm
  • 1 duży lub dwa małe ząbki czosnku
  • płaska łyżka soli do przetworów
  • 3/4 płaskiej łyżki cukru
  • 0,5 litra wody
Słoik wyparzyć, a następnie wsadzić do niego ogórki, obrany czosnek i chrzan, koper. Zagotować wodę. Wsypać sól i cukier, mieszać do ich rozpuszczenia się. Wrzącą wodę wlać do słoika i zakręcić.

piątek, 4 sierpnia 2017

Ziemniaki po warszawsku z sosem czosnkowym

Przepis został zaczerpnięty z gazety "Kobieta i życie". W ogóle doznałam olśnienia, że na blogu nie zamieściłam do tej pory żadnego sosu czosnkowego, który już wielokrotnie robiłam na kilka sposobów. Także dzisiaj jest dwa w jednym: ziemniaczki i sos, bo pasują do siebie idealnie.

Składniki na ziemniaki po warszawsku z sosem czosnkowym (4 - 8 porcji w zależności od tego czy jecie je same czy są one dodatkiem do czegoś):


Ziemniaki:
  • 8 dużych ziemniaków
  • 2 łyżki startego sera żółtego np. Gouda
  • opakowanie sera niebieskiego np. Lazur
  • łyżka bułki tartej
  • zioła prowansalskie
  • sól (której nie było w oryginalnym przepisie, ale być musi)

Sos:
  • świeży ogórek
  • 2 ząbki czosnku
  • jogurt 500 ml
  • łyżka natki pietruszki
  • łyżka koperku (ziół można dodać więcej jeśli ktoś lubi)
  • łyżka soku z cytryny
  • łyżka oliwy (opcjonalnie)
  • sól
  • pieprz

Ziemniaki należy umyć i wyszorować, a następnie gotować około 15 minut w osolonej wodzie. Odcedzić i wystudzić. Ziemniaki ponacinać wzdłuż i wydrążyć środki, doprawić ziołami prowansalskimi i solą. Lazur pokroić w drobną kostkę. Wymieszać ze startym na grubych oczkach serem żółtym i bułką tartą. Tak oto powstałym farszem napełnić wydrążone ziemniaki. Całość ułożyć na blasze i zapiekać około 20 minut w temperaturze 200 stopni. Po tym czasie lepiej sprawdzić czy ziemniaki są już gotowe czy jeszcze potrzebują kilku dodatkowych minut (wszystko zależy jaką mamy odmianę ziemniaka).

Ogórka zetrzeć na tarce na grubych oczkach, odstawić na chwilę i odcisnąć nadmiar wody. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, zioła, sok z cytryny, oliwę i wymieszać z jogurtem. Doprawić solą i pieprzem, ponownie wymieszać.

Ziemniaczki w wersji solo.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Restauracja Widok (swojskie jadło) w Białce Tatrzańskiej

Miejsce znalezione przez mojego tatę. Zatrzymaliśmy się tam na obiadokolację w drodze powrotnej ze Słowackiego Raju (także polecam jeśli ktoś lubi wędrówki!). Nazwę wpisałam podwójną, gdyż na szyldzie widnieje napis Swojskie jadło, ale w internecie jest restauracja Widok (trochę się naszukałam). Pomimo tego, że weszliśmy na pół godziny przed zamknięciem restauracji wybór był duży, a jedzenie świeże i przepyszne. Lokal oferuje dania na wagę w dobrej cenie 3,20 zł / 100 g. Wszystkie potrawy są opisane także wiemy co nakładamy na talerz. Mięsa są soczyste, a surówki świeże i orzeźwiające. Od progu wita nas uśmiechnięta Pani właścicielka (tak myślę, że to była ona), która zaraża pozytywną energią. Po prostu trzeba wejść. Ponadto zostaliśmy poinformowani, że codziennie jest inne menu. Myślę, iż jest to duży plus dla osób, które pojawiają się tam częściej. Mają okazję spróbować czegoś innego. Polecam. Poniżej zmieszczam kilka zdjęć z naszej obiadokolacji.